Zapraszam na bloga
karta sklep

ozdobnik

Jak pisać recenzje kosmetyczne?
Kategoria: Blogi i blogowanie

Według badań coraz więcej Polek przed zakupem produktów szuka opinii na ich temat w internecie. Ja nie jestem wyjątkiem w tym względzie. Zdarza mi się, że zanim wrzucę jakiś kosmetyk do koszyka, przeglądam wszelkie dostępne na jego temat recenzje, szczególnie te na blogach kosmetycznych. Zazwyczaj do podjęcia decyzji o zakupie skłaniają mnie właśnie blogerki, dosłownie rozpływające się w zachwytach nad działaniem jakiegoś specyfiku :). Jak to się więc dzieje, że nowy nabytek okazuje się dla mnie często kompletnym bublem?

Przyczyna takiego stanu rzeczy jest prosta. Każdy kosmetyk działa na każdego inaczej. Czy to jednak znaczy, że nie ma sposobu, abym ustrzegła się kolejnych kosmetycznych niewypałów? Ależ oczywiście, że jest, a raczej byłby, gdyby wszystkie blogerki publikowały tylko idealne recenzje kosmetyczne!

Marzenia, marzeniami, ale oto co powinna zawierać według mnie taka idealna recenzja kosmetyczna :)

Podaj swój wiek

Wiem, kobiet się nie pyta o wiek, ale blogerki kosmetyczne nie powinno to dotyczyć :). Oczywiste jest, że cera 30-latki potrzebuje innej pielęgnacji niż 18-latki. W dobie powszechnego retuszowania zdjęć, stosowania odpowiedniego oświetlenia nie jest łatwo ocenić na podstawie zdjęcia, czy autorka ma 20 czy 30 lat. A jeśli w ogóle nie publikuje swoich zdjęć, to metryczka powinna być obligatoryjna :). Nikt oczywiście nie wymaga podawania dokładnej daty urodzin, ale jakiś przedział wiekowy, typu przed dwudziestką, po trzydziestce, powinien się gdzieś znaleźć.

Określ rodzaj i typ swojej cery

Podczas szukania recenzji na temat danego kosmetyku, najbardziej ubolewam nad brakiem informacji na temat cery danej blogerki. Co mi daje informacja, że jest moją rówieśniczką, skoro jej cera wymaga zupełnie innej pielęgnacji. Idealnie byłoby, gdyby blogerki tworzyły osobną podstronę, w której dokładnie opisywałby stan swojej skóry, tj. czy jest sucha, tłusta, mieszana, czy występują suche skórki, jak często pojawiają się jakieś niespodzianki, czy lubią się opalać, czy mają alergie na jakieś konkretne składniki, czy kiedyś jakiś kosmetyk ich uczulił.  Link to takiej podstrony dodawany byłby przed lub po recenzji. W ten sposób każda, nawet nowa czytelniczka, wiedziałaby od razu z jakiej perspektywy dany kosmetyk jest oceniany.

Niestety są osoby, które chyba nawet przegotowana woda jest w stanie uczulić, a które jakby na przekór wszystkiego będą testować wszelką ciężką artylerię i dziwić się że dostają od tego uczulenia, a co gorsze nawoływać później do bojkotu danego produktu, gdy on sam w sobie idealnie nadaje się dla większości posiadaczek cery normalnej. Dlatego przed założeniem bloga kosmetycznego należałoby dokładnie zastanowić się czego potrzebuje nasza skóra, a czego powinnyśmy jej oszczędzić i nie recenzować kosmetyków, których już z samego założenia dla własnego dobra nie powinnyśmy używać.

Opakowanie kosmetyku + zdjęcia

Rola zdjęć znacząco rośnie gdy mamy do czynienia z markami luksusowymi lub znanymi azjatyckimi. Zarówno pierwsze jak i drugie często są podrabiane, więc czytelniczki często porównują opakowania swoich świeżo nabytych kosmetyków z tymi z „zaufanych” blogów. W przypadku kosmetyków azjatyckich, wiele produktów ma różne opakowania – w zależności na jaki rynek zostały przeznaczone (mają różne wersje językowe i niestety czasem także z nieco inne składy).

Kluczowa kwestią jest dodanie zdjęcia pudełka w której kosmetyk był zapakowany! To pomaga czytelniczkom zaoszczędzić sporo czasu na szukanie kosmetyku na sklepowych półkach.

Czego nie warto robić? Rozpływać się w długich zdaniach nadrzędnych nad zatyczką – przecież z założenia wiadomo, że nie ocenia się książki po okładce. To jak wygląda to naprawdę kwestia podrzędna, chyba że sprawia ewidentne problemy, np. pipetka jest zepsuta, lub tworzywo z którego zostało wykonane opakowanie, tj. np.  przezroczysty plastik, wzbudza w nas wątpliwość, że składniki aktywne nie mają prawa bytu się w nich ostać.

Szczegółowy opis produktu

Podstawa to konsystencja. Zapach nieszczególnie mnie interesuje, bo pojecie „ładnie pachnie” jest bardzo subiektywne. To samo kolor. Nie wierzę kolorom na blogach więc tak czy inaczej musiałabym zobaczyć coś na żywo, aby przekonać się, który odcień mi odpowiada.

Zapewnienia producenta

Zapewniania producenta mogą być świetną bazą do wysnucia, w oparciu o nie, końcowej opinii na temat kosmetyku. Lubię je czytać, bo lubię bajki.

Skład

Wiele czytelniczek wie jak odczytywać składy i na ich podstawie podejmuje decyzję o zakupie. Osobiście bardzo mi odpowiada, gdy blogerka zaznacza na czerwono składniki aktywne, pokazując tym samym na którym miejscu się znajdują. Pamiętaj jednak, że kopiowanie składów z innych blogów/sklepów internetowych bez podania źródła to żenująca praktyka. Zasada jest prosta, korzystasz z czyjeś wiedzy za darmo? doceń jego pracę!

Data produkcji

Wiele kosmetyków zmienia co kilka lat składy i z hitów internetu stają się przeciętniakami, których już nikt nie poleca. Ważne jest wiedzieć, czy recenzja dotyczy starej czy nowej wersji.

Ceny

Wprawdzie ceny w każdym sklepie są inne, ale warto podać orientacyjny koszt produktu, bo każdy czytelnik chce od razu wiedzieć czy dany specyfik jest na miarę jego możliwości finansowych.

Warunki pogodowe

Wiem, że ten podpunkt wydaje się dziwny, ale jest to właśnie to czego brakuje mi w recenzjach na blogach, czyli określenia w jakich warunkach pogodowych odbywało się testowanie kosmetyku. No wiecie, niektórzy jadą do pracy samochodem z klimatyzacją, tam siedzą osiem godzin w klimatyzowanym pomieszczeniu, potem samochodem do klimatyzowanego supermarketu, a na końcu do domu, gdy na zewnątrz 30 stopni. Ich opinia, że nawet w lecie dany podkład nie spływała, ani nic się nie błyszczy jest mało przekonywujący dla osób, które dojeżdżają do pracy autobusem. To samo z tuszami. Niektóre sprawdzają się świetnie dopóki nie wyjdziemy w nich na spacer w deszczowy, wilgotny dzień. Wtedy potrafią zostawiać nieciekawe ślady.

Najpierw dokładnie przetestuj, potem pisz recenzje kosmetyczne

Jak długo powinno się testować kosmetyki przed napisaniem recenzji? Niestety nie ma tu jasnych zasad. Ja osobiście z rezerwą podchodzę do opinii o kosmetykach (nawet jeśli chodzi o kolorówkę), które były używane przez blogerkę, krócej niż miesiąc, ale wiem, że zapewne  jestem pod tym względem w mniejszości (według wielu 2-3 tygodnie wystarczą).  Nawet tusz do rzęs, który w pierwszym tygodniu wygląda super, po trzech tygodniach potrafi wysychać i kruszyć się.

Często zdarza mi się widzieć, że blogerka oczekuje od kosmetyków typu kremy przeciwzmarszczkowe, efektów WOW po dwóch tygodniach stosowania. Gdy spektakularnej poprawy brak, publikuje pełne żalu i zawiedzionych nadziei wpisy, zapominając chyba, że kosmetyki to nie medycyna estetyczna, nie dają natychmiastowych rezultatów.

Zdradzę wam też sekret jakich recenzji nie lubię! Wpisów typu „Pierwsze wrażenia”, gdzie autorka zarzeka się, że nie może doczekać się napisania opinii całościowej na temat jego działania. Mija tydzień, miesiąc, rok a recenzji jak nie było tak nie ma. Jest to szczególnie frustrujące, gdy dotyczy to kosmetyków niszowych, trudno dostępnych, gdzie autorka jest właściwie jedyną znaną nam osobą, która używa tego specyfiku.

Wydajność

Informacja o wydajności to podstawa. Jest różnica gdy wydajemy 100zł na kosmetyk, który starczy na 3 tygodnie oszczędnego stosowania, a na produkt który będzie nam służył przez trzy miesiące, a może i nawet dłużej.

Jak był stosowany

Czy według zaleceń producenta, czy według własnego planu.

Z czym był stosowany

To bardzo kontrowersyjny temat. Jak określić co konkretnie zadziałało, gdy stosujemy w tygodniu kilkanaście różnych kosmetyków i skąd mamy pewność, że pozytywne efekty (lub negatywne) są zasługą bohatera naszej recenzji. No właśnie. Prawda jest taka, że jej nie mamy. To że dany produkt spisał się u kogoś rewelacyjnie, może być wynikiem wieloetapowej pielęgnacji, dlatego byłoby miło, gdyby blogerka napisała z czym go używała.

Działanie i efekty

Uzyskane efekty to pojęcie bardzo subiektywne. Najlepiej porównać je do zapewnień producenta. Co mnie przekonuje do zakupu? Najbardziej działa na mnie zwroty typu: „na pewno kupię ponownie!”, „nie oddam!”„jestem zachwycona”, „testowałam wiele, nic innego nie działało tak dobrze”. Gdy blogerka otwarcie pisze, że już raczej nie bierze pod uwagę kolejnego zakupu, to i moje zainteresowanie danym produktem się zmniejsza.

Porównanie do innych kosmetyków

Uwielbiam porównania w stylu: „Ten kosmetyk jest bardzo dobry, ale w ogóle się nie umywa do mojego ulubionego kremu X”, „Nie kupię ponownie, bo poprzednik X jest jednak lepszy”. To ważne, że blogerka sygnalizuje, że możemy zamiast tego konkretnego produktu użyć innego, który też być może lepiej się u nas sprawdzi.

Zdjęcia przed i po?

To zależy. Wiele blogerek nie ma odpowiedniego oświetlenia, aparatów ani niestety umiejętności. Po co dodawać zdjęcia „przed” i „po”, jeśli między nimi nie widać żadnej znaczącej różnicy, albo co smutniejsze, zdjęcie „po”, które miało obrazować świetne efekty, pokazuje coś wręcz zupełnie innego. Poza tym w dobie retuszowania zdjęć, coraz mniej czytelników wierzy w rzeczywiste odzwierciedlenie barw kosmetyków kolorowych.

 

Jak widać wymagania, co do recenzji mam spore. Niestety wiem, że prawie nierealne. Cóż ideałów ponoć nie ma, więc i ja nie spodziewam się ich za często spotkać na blogach.

A według was co powinna zawierać idealna recenzja?

Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+

Komentarze Wypowiedz się

  • Mru

    Mam od niedawna bloga kosmetycznego i Twój post bardzo mnie zaciekawił :) Ogólnie z większością rzeczy się zgadzam, właśnie pracuję nad podstroną, w której będę miała opisane, jaką mam cerę, jakie włosy itd, a na razie staram się to zawierać w każdej recenzji, bo też nie lubię, jak tego nie ma. Recenzje, szczególnie pielęgnacji, po kilku czy jednym (!) zastosowaniu też mnie rozwalają (no wyjątkiem jest dla mnie np. peeling). Za to ja nie lubię wrzucania tego, co mówi producent. Szczególnie, jak tego jest więcej niż samej recenzji.
    Ale dzięki za tego posta, na pewno go sobie jeszcze przeanalizuję porządnie i poprawię swoje posty :)

Sklep już otwarty