Zapraszam na bloga
karta sklep

ozdobnik

Zakupy kosmetyczne w Korei, czyli jak to wygląda w praktyce.
Kategoria: Grafiterka po godzinach

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

„Dziewczyna przechadzająca się ulicami Seulu, obładowana torbami na zakupy pełnymi maseczek w płachcie to mogłabyś być ty.” No i byłam.

Czasem na tym blogu wspominam o moim zainteresowaniu Koreą Południową, więc może nie będzie zaskoczeniem, że w tym roku na mój długi urlop wybrałam się właśnie tam. Nie bez powodu użyłam też na wstępie cytatu z bardzo popularnej ostatnio książki nad Wisłą, czyli „Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji” , gdyż i o niej będzie dzisiaj sporo w tym wpisie.

Zastanawiałam się, czy i właściwie o czym pisać, ale pomyślałam, że ostatnio tak głośno o tej książce, że może dla wielu osób tematy koreańskie – których w tej książce nie brakuje – stały się jakoś bliższe, więc może będą chciały poczytać i zobaczyć jak takie zakupy w Korei wyglądają w praktyce.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przed tymi jakże uroczymi i estetycznymi sklepami wieczorem rozstawiają się budy z ulicznym jedzeniem.

Z tym, że dla mnie koreańskie kosmetyki to coś więcej niż mazidła zamknięte w pojemniczkach. Cieszy mnie sam widok hangula na opakowaniach, świadomość, że twarzą tej czy innej marki jest osoba którą „znam”, że oglądałam z nim film, że czytam o niej jakieś ploteczki ;). Wraz z kosmetykami idą trendy makijażowe, które z kolei widać w mediach i na ulicach koreańskich miast. Innymi słowy koreańskie kosmetyki postrzegam jako cześć koreańskiej pop kultury, która od blisku 7 lat mnie fascynuje, intryguje i mimo upływu lat nadal zaskakuje. Sama jednak nie jestem jakąś wielką fanką koreańskich kosmetyków, być może przez ostatnie 4 lata używałam ich na tyle, aby dojść do wniosku, że na polskim rynku można znaleźć ich odpowiedniki, które działają na mnie lepiej (lub podobnie) i wszystkie nowinki jak i hity, nie sprawdziły się tak świetnie jak to wszędzie zapewniano, przez co wiele razy się już zraziłam, dlatego do koreańskich kosmetyków podchodzę z dystansem. Mam też wyrobione zdanie na temat całej branży kosmetycznej, nie tak hurra optymistyczne jak chcą tego sklepy czy producenci, wiem doskonale, że pomimo tego co się twierdzi o ich idealnej cerze (jakże mogłoby być inaczej skoro znają wszystkie sekrety), wiele Koreańczyków w tym i celebryci zmaga się z problemami skórnymi, przede wszystkim trądzikiem. Nie oznacza to jednak, że nie kupuje koreańskich kosmetyków. Mam ciągle ochotę na wypróbowanie wielu i jechałam do Korei z nastawieniem na zrobienie większych zakupów kosmetycznych, szczególnie wspomnianych na początku maseczek, gdyż tam są w „normalnych” cenach, a u nas tak zdzierają, że aż to smutne.

Pierwszy raz na Myeong-dong – czyli do dzielnicy w której jest największe stężenie sklepów z kosmetykami – pojechałam rano. Około 10 byłam na miejscu i sklepy dopiero co się otwierały. Mogłam więc spokojnie robić zdjęcia, bo jak się później okazało parę godzin później trzeba dosłownie chodzić slalomem, przeciskając się przez dziki tłum, który Cie dosłownie niesie falą we wszystkie strony :) Wieczorem to już jest istny dramat, bo jeszcze na tej samej ulicy rozstawiane są budy z ulicznym jedzeniem. Prawdziwy tor przeszkód. Dodatkowo wszędzie roznosi się zapach smażonych pierożków, placków, ośmiornic w cieście i rybiego wywaru. Niezła kombinacja, ale dla mnie bomba! :D

koreanskie kosmetyki sklepy its skin2

Chodzenie po Myeong-dong , to zapewne dla każdego fana koreańskiej pop kultury – takiego jak ja – ogromna frajda. Zewsząd otaczają Cię nie tyle sklepy z kosmetykami o których do tej  pory jedynie czytałeś, co z każdej witryny uśmiechają się do Ciebie znane ci twarze – czytaj koreańskie gwiazdy i gwiazdeczki – zachęcając Cię do wejścia. To też swoista zabawa, ilu się rozpozna. Niektórzy fani, robią sobie nawet zdjęcia z kartonowymi postaciami, postawionymi przy wejściu.

Niestety mój spacer szybko zakłóciły panie jak ja to je nazwałam „nawoływujace”. Z perspektywy czasu widzę teraz, że wydałam się im łatwym celem :) Chodzi taka wolnym krokiem z rozochoconą miną, oczy jej się świecą na widok każdej witryny to ją łap i do środka. Dosłownie, pani stojąca przed sklepem i nawołująca na wszystkie strony, że jest dziś wielka promocja wepchnęła mnie do sklepu Holika Holika, a dokładnie chwyciła ręką za plecy i niczym przedszkolaka stanowczym krokiem wprowadziła do sklepu, oddając mnie lekko zdezorientowaną w ręce konsultantek, które miały zrobić swoje. No i zrobiły, bo z rękami pustymi nie wyszłam … moja asertywność niestety zawiodła. Później już byłam bardziej wyczulona na panie nawołujące i skręcałam mocno w drugą stronę gdy stała jakaś na środku ulicy przed sklepem, czekając na kolejnego nieostrożnego przechodnia.

koreanskie kosmetyki sklepy nature republic

Zarówno Nature Republic jak i Innisfree starają się podkreślić to, że stawiają na naturę poprzez wykorzystywanie zieleni na ścianach swoich sklepów.

Choć w opisanym powyżej przypadku tak naprawdę z radością dałam się wepchnąć (zawsze to nowe doświadczenie i lokalny koloryt), to oczywiście nikt na „chama” Cię nie będzie wpychał .. chociaż nie … patrząc na zaciętość i agresywność pan nawołujących, nie mam takiej pewności :) Jednego jestem pewna. Nie jest to łatwa praca, krzyczeć przez parę godzin „promocja promocja 10 maseczek w cenie pięciu” w czterech językach i zachęcać o wejścia, kiedy tak naprawdę nikt Cię nie słucha. Nie dziwię się więc w sumie, że pewnie po kilku tygodniach dopada ich znieczulica i stają się bardziej stanowcze w stosunku do przechodniów.

Kolejny problem to konsultantki. W każdym sklepie jest przynajmniej kilka młodych dziewczyn, ubranych zwykle jednakowo, które doskoczą Cie od razu przy pojawieniu z pytaniem czy Ci nie pomóc. I tu jest problem, bo ja nie lubię takiego stylu obsługi. Niestety nawet jeśli się podziękuje, to i tak czuje się ich wzrok na każdym kroku i ma się poczucie, że jeśli tylko zatrzymasz się dłużej przy jakimś produkcie czy testerze, to spróbują ponownie Ci doradzić.

To co mnie rozczarowało, to że sporo czytałam że idąc do takiego sklepu dostaje się mnóstwo próbek. Niestety nie okazało się to wszędzie prawdą, a kupiłam coś w sumie w kilku sklepach i to w sumie w niektórych za niemałą kwotę, więc coś tu nie halo :) W jednym dali mi nawet próbki tego samego produktu których kupiłam o_O. Z drugiej strony panie nawoływujące często dają coś, np. maseczkę w płachcie, przy samym wejściu, ale nie jest to też reguła, więc albo miałam pecha, albo nie jest aż tak pięknie jak piszą :)

Poza tym w każdym niemal sklepie są przeróżne promocje, wyprzedaże i super okazje. Można kupić kosmetyki po dużo niższych cenach lub kupując jeden dostaje się dodatkowo inny za darmo. Ja kupując krem po dużo niższej cenie niż w Polsce dostałam do tego jeszcze pełnowymiarowy tonik i emulsję z tej samej serii. Nie wiem jak im się to opłaca :)

Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji

Do książki „Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji” sięgałam z trochę innych względów niż inni, tj. „niekosmetycznych” i byłam szczerze pisząc nastawiona trochę sceptycznie. Po tym jak recenzja książki pojawiła się na wielu blogach, zastanowiło mnie po porostu jaki poziom merytoryczny reprezentuje i w sumie ciekawiło mnie jakie spojrzenie o Korei jest tam przekazywane, bo zwykle na fali informacji kosmetycznych, pojawia się mnóstwo „ekspertów” szerzących nieprawdziwe informacje na tematy wszelkie, które potem już tak sobie krążą. Nie zrozumiecie mnie źle, ale spodziewałam się tam samych farmazonów o Korei jako zapychaczy i puenty w stylu, jak często spotyka mi się widzieć na blogach i stronach „Koreańskie kosmetyki są lepsze”, „Koreańskie kosmetyki sekretem urody Koreanek”, szczególnie że już na wstępie dowiedziałam się, że autorka ma również sklep w którym te kosmetyki sprzedaje.

Muszę przyznać, że byłam i jestem BARDZO pozytywnie zaskoczona, poziomem merytorycznym tej książki, a to ogromny plus i rzadkość w Polsce, bo te choć bardzo ogólne i powierzchowne to są rzeczywiście zgodne z prawdą, nawet tą lekko niewygodną i z całej książki właściwie poza drobnymi rzeczami, mogę się tak naprawdę przyczepić tylko do jednej:

„W jednym z odcinków Jeon Ji Hyeon miała na ustach barwnik marki IOPE w pięknym odcieniu i po emisji serialu wyprzedał się on na całym świecie. W ciągu kilku dni ostatnie sztuki można było dostać tylko na eBayu za skandalicznie wysokie sumy (nie, dziękuję!).

Może i aktorka miała na sobie szminkę marki IOPE, ale do wiadomości publicznej przedostała się wtedy informacja, że jest to szminka Yves Saint Laurent i to ona właśnie się wyprzedała i to na nią był takie wielki popyt. Dopiero później sprostowano, że była to szminka IOPE a raczej zmieszanych kilka odcieni. Wydaje mi się to sporym błędem merytorycznym, tj. gdyby ktoś chciał się powoływać na tą książkę to by na tym niezbyt dobrze wyszedł. Fakt wykupienia dwa lata temu niemal ze wszystkich sklepów szminki YSL w konkretnym odcieniu, daje się często jako przykład, gdy mówi się o wrażliwości Koreańczyków na trendy oraz na to jaki wpływ mają na nich znani celebryci.

Poza tym naprawdę nie mogę znieść tłumaczenia na polski koreańskich tytułów dram w tej książce. Kawowy książę? Odpowiedz mi 1997? Aigoo!! aż chciałoby się napisać. Tego się nie tłumaczy! Nawet w Polsce, te dramy – a wiem, że jest spora grupa osób oglądających – są znane jedynie pod angielskimi tytułami. Powiedz im Kawowy książę, to przez tydzień będą się zastanawiali o co ci chodziło. Stąd też za bardzo nie wiem kto miał się połapać o jakie dramy chodzi.

Z książki bije sentyment/tęsknota do Korei jej autorki, ale do Korei kolorowej niczym opakowania koreańskich kosmetyków, popkulturowej, modnej i energetycznej więc w tej kwestii bardzo, ale to bardzo ją rozumiem. Czułam, że dogadałybyśmy się :), niekoniecznie rozmawiając o kosmetykach.

koreanskie kosmetyki

Hyuna jak twarz uroczej marki Tony Moly …

koreanskie kosmetyki sklepy

Wiele osób w recenzjach zarzuca tej książce, że sporo w nim product placementu, ale ja się z tym nie do końca zgadzam (wydaje mi się, że takie zarzuty stawiają tylko osoby, które mało o tej branży wiedzą).  Autorka nie poleca jakiś niszowych mało znanych produktów, wiele z nich cieszy/cieszyły się popularnością w Korei. To tak, jakby ktoś chciał kupić zachodnie i powiedziano mu, no wiesz jak chcesz kupić jakiś podkład, to idź do drogerii, znajdź sobie stoiska z Loreal, Maybelline, Rimmel i wybierz sobie coś z nich, tylko podał przy tym nazwy tych, które zbierają dobre opinie. Co ma niby polecać, osobom które nie miały do tej pory żadnego z nimi kontaktu. Ma napisać, no to przeczytałeś książkę, pora abyś teraz sam sobie poszukał informacji co kupić na początek. Koreańskich marek jest dziesiątki, więc do boju! Wydaje mi się, że czytelnicy raczej powinni być wdzięczni, że autorka podała jakieś swoje typy – nawet jeśli miałaby faworyzować niektóre marki – żeby móc w ogóle od czegoś zacząć. Koreańska branża kosmetyczna jest ogromna i choć u nas w Polsce znanych jest w zasadzie kilka marek, to w Korei  można dostać zawrotów głowy od wyboru jaki przed Tobą stoi (szczególnie jeśli nie ograniczasz się tylko so sklepów stacjonarnych, wiele marek bowiem jest przede wszystkim dostępnna w Internecie). Dobrze jest więc mieć kogoś, kto da chociaż namiary na to co jest warte wypróbowania, a jeśli sprawdziło się to u wielu innych osób. Już bardziej skłaniałabym się, że tam to jest na końcu wielki product placement, ale Seulu, którego ciągle jako miasto na wszelkie sposoby stara się promować poza granicami z całkiem zresztą pozytywnym rezultatem, więc może i tu sypnęli groszem hehehe.

innisfree 10

innisfree Do Innisfree sprowadziła mnie lubiana w Korei Yoona (podobnie jak Koreanki jestem wrażliwa na to, który celebryta co reklamuje, hehe), a dokładnie reklamy z nią, szczególnie ta poniższa, która została przygotowana specjalnie dla mnie :D Tak, jestem jej idealnym odbiorą, bo po jej obejrzeniu miałam ochotę już kilka miesięcy temu wykupić cały asortyment, aby poczuć ten chłodny wiatr i słońce na mojej twarzy (uprzednio wysmarowanej oczywiście filtrem ;).Jeśli ktoś w Polsce zacznie tak reklamować kosmetyki, stanę się z marszu ich stałym klientem.

Na koniec co mnie najbardziej zaskoczyło, a może utwierdziło mnie jeszcze bardziej w przekonaniu, że w Korei koreańskie kosmetyki drogeryjne wcale nie są aż tak cenione jak tu u nas w Polsce czy w reszcie Azji, to że w sklepach w godzinach szczytu były prawie puste … a jak już był tam spory ruch to się okazywało, że to Chińczycy (którzy tak jak my bardzo cenią koreańskie kosmetyki i wywożą je „tonami” z Korei, co oczywiście cieszy bardzo Koreańskie firmy :)) a tymczasem w sklepach sprzedających zachodnie kosmetyki, ruch jak w Rossmannie w centrum miasta :) To rzeczywiście daje do myślenia, aczkolwiek w Korei bardzo dużo rzeczy kupuje się przez Internet – kto by miał czas chodzić po sklepach (te tłumy na ulicach?), ale i tak to wyglądało dziwnie, szczególnie jak sobie przypomnę sklepy w koreańskiej dzielnicy w Japonii, które były wypełnione po brzegi. Poza tym pomimo ogromnych promocji w stylu kup 10 maseczek a dostaniesz drugie 10 za darmo, nie było widać niemal żadnego zainteresowania, tj. nawet nikt się koło nich nie kręcił. Stąd też czasem dziwnie było mi wchodzić do tych pustych lub prawie pustych sklepów, bo wiedziałam, że cała uwaga będzie skupiona na mnie, plus dodatkowo czułam coś w stylu – być może niesłusznie: „Kup coś Pani, mamy takie promocje, a nikt nie kupuje”. No aż żal człowieka brała i tych konsultantek, które stały tak bezczynnie, ładnie ubrane i perfekcyjnie wymalowane …. No naprawdę dziwne i niezbyt komfortowe uczucie podczas zakupów produktów, które jak wieść niesie cieszą się takim ogromnym zainteresowaniem i są ponoć takie świetne ;). Nie wiem może miałam po prostu pecha, ale byłam w wielu różnych dzielnicach Seulu i innych koreańskich miastach i wszędzie sytuacja była mniej lub bardziej podobna. Stąd też po przyjeździe doszłam do wniosku, że w sumie to najlepiej kupować koreańskie kosmetyki przez Internet :)

Jeśli doszliście aż tutaj tego przydługiego wpisu, to pewnie już możecie się domyślać, że o Korei mogłabym pisać i pisać. Bardzo brakuje mi miejsca gdzie mogłabym to robić, a wiem że to akurat nie jest do tego odpowiednie.

koreanskie kosmetyki sklepy seul 2

Godziny szczytu, a w popularnym u nas sklepie skin79 pustki …

Czy widział ktoś bardziej uroczy sklep? Etude House. Zobaczyłam przed laty podobny domek na zdjęciu i pomyślałam, że pewnie to główny firmowy sklep w Seulu. Bardzo chciałam kiedyś taki zobaczyć (udało mi się to już w zeszłym roku). Okazało się, jednak, że takich sklepików w Korei jest bardzo dużo. Najbardziej okazałe są te jak ten powyższy, gdy są umiejscowione na boku budynku, przez co dają wrażenie prawdziwego domku dla lalek. Pięknie to wygląda szczególnie w nocy. Przebywanie w takim domku to samo w sobie osobliwe przeżycie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAkoreanskie kosmetyki182

Feria barw w koreańskich sklepach zachwyca i zachęca do kupowania.

koreanskie kosmetyki the face shop

etude house innisfree 7 innisfree 8koreanskie kosmetyki87

Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+

Komentarze Wypowiedz się

  • Anja

    W Douglasie, również obsługa ma tą niekochaną przeze mnie manierę. Chodzi za Tobą, nie odstępując na krok, i zagaduje. Podziękujesz jednej, to druga Cię przejmuje. Nie znoszę takiego narzucania się klientowi;-)). Wyobrażam sobie Twoje zmieszanie w tych sklepach i zgadzam się z Tobą w pełni!

    • Cóż, ja do takich sklepów jak Douglas czy Sephora to nawet nie mam po co wchodzić, bo zakupy tam wcale nie są przyjemne. Konsultantki zaraz cię napadną, zmierzą od góry w dół, ocenią czy jesteś wystarczająco wypłacalna, aby się Tobą na poważnie zainteresować, jeśli wyda im się, że nie to, to chociaż ma się spokój to ostentacyjne lekceważenie też miłe nie jest. Za to pan ochroniarz jest za to niezwykle zainteresowany tym co wybierasz, może on też chciałaby doradzać.

      Nie rozumiem polityki tych sklepów. Przecież to tylko sklepy i powinno im zależeć, aby przyciągać klientów, przecież nie sprzedają tam nie wiadomo co tylko zwykłe kosmetyki tylko trochę droższe, ale znowu bez przesady, a jak się do nich wejdzie, to się ma wrażenie, że konsultantki to samozwańcza elita, sklep dla wybrańców, a ty na wejściu powinnaś pokazywać wyciąg ze swojej karty, aby wszyscy wiedzieli, że cię na coś stać. No i nie zapominajmy, że przecież trzeba się wyszykować z godzinę przed wyjściem i założyć najlepsze ciuchy, aby wbić się w tamtejszy klimat. Normalnie parodia, a nie sklepy :) Brrr …

  • Bardzo ciekawy post :) Od kiedy przeczytałam „Sekrety…” chciałam zobaczyć dokładnie taki wpis. Niestety wyjazd do Korei nadal pozostaje w strefie marzeń, dobrze przynajmniej wiedzieć, że najlepiej kupować koreańskie dobra przez Internet. Mi osobiście „product placement” w książce bardzo się spodobał i mocno ułatwił pierwsze zakupy. Bardzo trafnie to ujęłaś porównując do zakupów zachodnich marek. Za to świecące pustkami sklepy to dla mnie niezłe zaskoczenie, po lekturze „Sekretów…”spodziewałam się, że są to po brzegi wypełnione przybytki, gdzie nawet szpilki nie wciśniesz. No cóż być może właśnie ta „agresywna” (w moim odczuciu) polityka sprzedaży produktów zbiera swoje żniwo.

  • Anna Ru

    ay ay ay dios mio! jak ja bym chciała takiego bloga o kulturze Korei! recenzje dram, kosmetyków, kto jest teraz na topie, ploteczki, podróż, ceny, jedzenie itd. może powinnaś się zastanowić nad założeniem takiego boga :D

  • też byłem ostatnio w Korei, tamtejsze kosmetyki są naprawdę dobre, do tego łatwo dostępne i nie aż tak drogie. no i drogerie / perfumeria na dużo wyzszym poziomie niżw Polsce

  • zuzaa_87

    Też już jakiś czas zachwycam się tymi koreańskimi cudeńkami. Fajnie, że można dostać teraz w Polsce te kosmetyki Benton Cosmetics, ale widziałam, że skin79 jest ich jedynym dystrybutorem i że można je też w douglasie dostać.

  • Przeczytałam od deski do deski, świetny wpis :) Osobiście też lubię koreańskie kosmetyki, ale nie uważam, że są najlepsze i żadnych innych nie warto kupować :) Gdzieś już czytałam o tych pustych sklepach, całkiem to ciekawe. Piękne zdjęcia, tak tam kolorowo :)